Pamiętam jak po przeprowadzce do Poznania w roku 1981 po pierwszym dniu pobytu w szkole miałem problemy z trafieniem do domu. Trochę pobłądziłem zanim udało mi się zlokalizować nowe miejsce zamieszkania mieszczącego się na Grunwaldzie.
Pamiętam jak dziś wspólne zabawy na trzepaku całej gromady koleżanek i kolegów. Każdy, kiedy tylko mógł pojawiał się na podwórku, nie przesiadując w domu przed TV. Moje osiedle miało dużo zieleni, więc nie byliśmy przytłoczeni typowym na tamte czasy blokowiskiem.
może nie dzieciństwo, ale dorastanie - jedyna knajpa na Starym Rynku - to Miodosytnia, z "butelkowym, na maksa zakurzonym" sufitem... były oczywiście jakieś knajpki, ale tam się chodziło na ciacho z panną.. piwo piło się w mordowniach w stylu Piwosza na Wrocławskiej czy Hetmana na Raszynie :)
Pamiętam mój pierwszy wypad na mecz Lecha przy Bułgarskiej. To była druga klasa szkoły podstawowej, ostatnia lekcja nie odbyła się(czy może my się "urwaliśmy") i w małej grupce poszliśmy na mecz pierwszoligowy z Szombierkami Bytom. Pamiętam, że kiedy zobaczyłem murawę boiska i otaczające trybuny to z wrażenia stanąłem w miejscu i znieruchomiałem - tak mnie ta wielkość wszystkiego przytłoczyła, nie mówiąc już o samym meczu(wygranym notabene 4:1). Dzisiaj nie wiem czy byłbym szczęśliwy, gdyby moje dzieci poszły same na mecz Kolejarza w tym wieku.