Z pewnością zaraz usłyszę, że historia nadaję się na scenariusz jakiejś komedii romantycznej, ale to życie pisze najlepsze z nich, a ten jest wart podzielenia się. Cała sytuacja miała miejsce na pierwszym roku studiów, kiedy to po przyjeździe zacząłem szukać pracy. Rozsyłałem CV, pisałem listy motywacyjne i… nic. Jednocześnie nie dawałem się zapomnieć znajomym organizując, bądź wychodząc z nimi na imprezy, zabawy, bankoki… interpretacja tego działania dowolna. Wyjście na jedną z takich imprez poprzedził telefon zapraszający na rozmowę o pracę, która miała odbyć się następnego dnia. Miły głos kobiecy jeszcze przez chwilę objaśniał mi pewnie procedury związane ze spotkaniem, po czym uprzejmie zakończyliśmy spotkanie. Uznają to za dobrą kartę, postanowiłem bawić się jak nigdy. Tuż po wejściu do lokalu ujrzałem grupkę dziewczyn odchodzących właśnie od szatni, wśród nich jedna szczególnie przykuła moją uwagę. Zmierzając w kierunku szatni rzuciłem wymowne spojrzenie, które o dziwo zostało odwzajemnione. Zabawa trwała w najlepsze, ale swojej wybranki nie mogłem zlokalizować. Wtedy kolejna wizyta przy barze okazała się bardzo owocna, oprócz piwa i drinków odebrałem kolejne spojrzenie. Tajemnicza nieznajoma sama mnie znalazła. Pierwsze wypowiadane słowa zabrzmiały jakoś dziwnie znajomo, ale nie potrafiłem ich do nikogo znajomego przypisać. Wypiliśmy po drinku następnie przenieśliśmy się na parkiet co jakiś czas wymieniając uśmiechy i spojrzenia. Kiedy tak miło spędzaliśmy chwile, ona musiała opuścić lokal tłumacząc się pracą. Wspomniałem, że mam jutro rozmowę o pracę i chyba bardziej powinienem obawiać się późnego wyjścia. Na co ona z wielkim uśmiechem i jeszcze większą satysfakcją odpowiedziała „Do zobaczenia” i nie pozostawiając mnie bez żadnego namiaru na siebie wyszła. Impreza wkrótce później skończyła się a ja myślami byłem już na spotkaniu w sprawie pracy. Krótki sen i już byłem w tramwaju z przygotowaną mową. Wejście do firmy, domykałem jeszcze drzwi za sobą a miły kobiecy głos witając mnie zaprosił do swojego gabinetu. Po odwróceniu wszystko stało się jasne. To ona wczoraj tak świetnie tańczyła…
Proces rekrutacyjny w tym wypadku wykraczał znacznie poza sfery służbowe:)