wspomnienie: Heineken Festival 2008
Siedząc przed komputerem i próbując wystukać kilka sensownych fraz, zastanawiam się jak to napisać by nie zabrzmiało jak cienka reklama, albo krótki nic nie mówiący messeg „było zaje…” .
Zacznijmy od tego, że nie jedzie się tam dla jednej gwiazdy, ale dla całej rzeszy gwiazd. Ta ogromna różnorodność styli, sposobów prezentacji, zachowań sprawia, że nie możemy być monogamistami w świecie muzyki – zbyt dużo tracimy. Obsada to najmniejsze zmartwienie, bo każdy znajdzie coś dla siebie albo zakocha się w czymś od pierwszego słyszenia. Namiot czy wynajem kwadratu nie ma znaczenia i tak większość czasu spędzamy pod sceną.
Świetna zabawa, godna polecenia każdemu. Zauważyłem nawet pewną identyfikacje Heinekena z całym festiwalem… najlepiej smakuje w doborowym towarzystwie, a tego nawet jak nie mamy to na pewno poznamy.