wspomnienie: Spotkanie z idolem
Piłką nożna interesuję się od zawsze i choć bardziej mowa tutaj o samej grze to wszystkie inne aktywności związane z nią rozciągają się na horyzoncie tego zainteresowania. Kibicowanie w żadnym stopniu nie jest dla mnie czymś podobnym do bycia na boisku, ale daje swoisty pogląd innej perspektywy na sam sposób tego co nazywamy graniem. Pierwszy mecz na jakim byłem w roli kibica to Amica Wronki- Widzew Łódź. Cały dzień chodziłem po szkole dumny i podekscytowany na myśl o wyjeździe. Nie zraziły mnie nawet pierwsze śniegi i powiedzmy „nie najwyższa” temperatura. Sama droga minęła szybko i już jesteśmy na kilka chwil przed rozpoczęciem meczu. Skromna grupka sympatyków Widzewa dzielnie zdzierała gardła w mroźny listopadowy wieczór. Cały mecz rozpoczął się dwóch goli Łodzian by do przerwy było po dwa. …Nadmienić tutaj muszę, że w owym czasie moim wielkim idolem był Marek Citko, którego bramka choćby z Atlethico ujęła chyba nie jednego … ale już jesteśmy przy drugiej połowie. Nie wiele z tamtych czasów. Jedynie mróz, który coraz bardziej dawał znać o sobie i bramkę w końcówce meczu którą strzelił właśnie widzewiak z 6. Po meczu usilne polowałem na autograf, ale piłkarze przez kiepskie warunki od razu udali się do szatni. To wspaniałe zrządzenie losu Citko zatrzymany przez dziennikarzy C+ był już łatwiej osiągalny. Zamurowało mnie…. Szybka fota, pozdrowienie i poszedł do szatni.
Ten dzień nie był wcale taki mroźny dla chłopca, który uścisnął rękę swojego idola…