Alfama, najstarsza dzielnica Lizbony, najbardziej zaniedbana (na wzgórzu, często kiepski dojazd, wąskie uliczki, czasem brak kanalizacji), ale też dla wielu najcudowniejsza, najbardziej klimatyczna.
Siedzimy sobie w ustronnym miejscu i karmimy ptaki. Podchodzi do nas mały czarnoskóry facet i pyta o coś po portugalsku. Grzecznie odpowiadam po angielsku, że przykro nam bardzo, ale nie rozumiemy. Na co pan się uśmiecha i wyciąga nóż a la Rambo... i mówi głosem Romana Polańskiego z Chinatown "giw mi jor manej"... to był przedostatni dzień naszej podróży po Portugalii, skończyło się na tym, że facet wziął od nas 100 zł - polskich i po krótkiej szarpaninie odzyskałem plecak (kamera, aparat, paszporty...)... konkluzja... na Alfamie nie chodź w miejsca w których nie ma nikogo.