Pech tak chciał, a może sama się o to prosiłam, że parę lat temu na jednej z wakacyjnych imprez straciłam…ząb. Skutki tego fatalnego zdarzenia prześladują mnie do dziś.
Nie zliczę wizyt u dentysty, na które wydałam fortunę. Byłam znieczulana i usypiana. Lekarze grzebali mi w dziąsłach, rozcinali skórę, wstawiali druty i koronki. Jeden zabieg niestety nie wystarczył. Miałam wkręta, którego zdejmowałam na noc. Była też koronka na stałe. Niestety wszystkie implanty zawodziły. Mój ząbek zawsze będzie przypominał tą jedna imprezę!
Stało się to 5 lat temu na wakacjach. Upojeni zabawą i radością zaczęliśmy tańczyć. Poniosło mnie z koleżanką i obracałyśmy się dookoła trzymając się za skrzyżowane ręce. I tu nastąpiła tragiczna chwila. Po paru obrotach puściła mnie, a ja wylądowałam twarzą na betonie. Gdy po chwili wstałam miałam twarz we krwi a na ziemi leżał mój przedni ząb. Musiałam przeżyć resztę wakacyjnych dni jako szczerbata. Po powrocie szybko udałam się do dentysty, który operacyjnie zrobił mi implant. Okazało się po jakimś czasie, że ząb nie był z dobrego tworzywa i sczerniał! Trzeba było go usunąć i wstawić inny. I tu zaczęła się moja przygoda z dentystami. Nikt nie przepada za tymi wizytami, i ja nie jestem wyjątkiem. Wstawili mi koronkę. Po niej byłam cała opuchnięta i rana po rozciętym dziąśle nie chciała się goić. Miałam siniaki na twarzy. Zgroza. Okazało się, że dentysta popełnił błąd. Wreszcie po iluś wizytach i operacjach zrobili mi porządną koronkę, którą noszę do dziś. Na parę lat podobno wystarczy.
W mojej luce w uzębieniu najbardziej podobało mi się to, że mogłam rozbawić całe towarzystwo wsadzając w szczerbę np. papierosa