Ze wszystkich miejsc, w których bywałam, najbardziej pokochałam jedno. Spędziłam tam całą zeszłą zimę, wśród znajomych i sympatii.
Było w Warszawie takie miejsce. Miła knajpka, gdzie drzwi były otwarte o każdej porze dnia i nocy. Miła rodzinna atmosfera, przystępne ceny, i ciekawi goście, zawsze skorzy do rozmowy. Zaglądałam tam sporadycznie, ale zawsze wychodziłam z chęcią powrotu. Pewnego dani koleżanka zwierzyła mi się, ż spodobał jej się jeden z tamtejszych barmanów. Rozpoczęłam atak. W związku z tym stałyśmy się tam częstymi gośćmi. Oczywiście chłopak odwzajemnił zainteresowanie. W ten sposób stałyśmy się częścią knajpy, a z za baru zawsze trafiało nam się coś extra. Maciej, bo tak miał na imię zawsze o nas dbał. Powoli poznawałyśmy wszystkich stałych klientów, i po pewnym czasie stanowiliśmy zgraną paczkę. Tak mijały zimowe miesiące. W każdy smutny dzień, spotykaliśmy się razem przy drinkach i pogawędkach o życiu.
Niestety nic nie trwa wiecznie. Po jakimś czasie zmienił się menager baru, a wraz z nim miała przyjść nowa obsługa. Nasz barman został zwolniony wraz z tym faktem skończyły się i nasze wspólne imprezki. Klimat i atmosfera w knajpie uległa pogorszeniu. Ale nie zerwaliśmy znajomości. Wręcz przeciwnie. Z nastaniem wiosny zaczęliśmy spotkania w parkach, na ławeczkach. A zaraz ruszamy na wakacje