To było jeszcze w liceum, kolejny zimowy nudny dzień i nie chciało mi się iść na informatykę. Nie znałam się jeszcze wtedy z Olą, zagadnęłam ją o to i po paru minutach wychodziłyśmy już za szkoły.
Po drodze kupiłyśmy kilka Warek, tak żeby były na później i usiadłyśmy na ławce rozmawiając. Było zimno więc zaczęłyśmy rozpijać browary. Gadałyśmy dość długo i zakumplowałyśmy się dość dobrze przez to. Zabawna historia, to był pierwszy raz gdy ‘lepiej’ się upiłam, weszłyśmy do Burger Kinga na pl. Konstytucji i się nie zamknęłam. Alkohol od ciepła zdążył mi uderzyć mi do głowy, więc gdy ktoś wszedł do mojej toalety jedyne co wydusiłam z siebie było przeciągłe ‘yyyy’. Parę miesięcy później poszłyśmy do klubu na jakąś imprezę, Ola poszła tam ze swoim chłopakiem. Nie pamiętam jak to było dokładnie, ale grunt, że pokłóciła się ze swoim mężczyzną, a ten po prostu strzelił ją w twarz. Wszyscy stanęli w jej obronie, oprócz, o zgrozo! , niej samej. Zaczęła przepraszać go za całe zdarzenie i za prowokowanie go. Zrozumiałam, że tak naprawdę nie znamy do końca ludzi, których uważmy za bliskich.