Jak byłam mała bardzo lubiłam święta Bożego Narodzenia
Była cała rodzina, choinka zdobiona własnorecznie robionymi łańcuchami, 12 potraw, sianko po obrusem... Najfajniejsze było to, że w jednym pokoju miesciło się wtedy kilkanaście szczęśliwych osób. Normalnie rodzina nie była zbyt zgrana, ale w święta panował magiczny klimat. Potem jednak część krewnych wyjechała za pracą, część zakończyła swoje życie.
Dziś się dowiedziałam, że najstarsza córka wychodzi za mąż. Czekam na moment, kiedy pozostała dwójka założy rodziny. Maluchy będą biegać między nami jak ja kiedyś. Ktoś przebierze się za Mikołaja. Może za kilka lat Gwiazdka znowu będzie rodzinna.