Od miesiąca nie mogłam się doczekać wyjazdu. W zeszłym roku koncert został odwołany, bo autokar ze sprzętem zespołu się spalił. W tym roku musiało być super.
W Berlinie byłyśmy kilka dni wcześniej. Włóczyłyśmy się po muzeach i pubach. Nie był to typowo wakacyjny odpoczynek, bo wychodziłysmy rano, a wracałyśmy ok 1 w nocy.W końcu jednak nadszedł ten dzień. Postanowiłam się dobrze wyspać, aby wieczorem, mieć siłę do zabawy na koncercie. Późnym południem jednak źle się poczułam. Ból w plecach był nie do zniesienia. W dodatku chyba miałam temperaturę. Koleżanka poszła ze mną do szpitala. Zajęli się mną od razu. Po godzinie było wiadomo, co mi jest. Ostry atak zapalenia nerek. Temperatura prawie 40 stopni.
Gdy dziewczyny hasały na koncercie siedziałam w białej szpitalnej sali z igłą kroplówki wbita w zgiecie łokcia. Potem słodko spałam po spozyciu końskiej dawki antybiotyków.