Zasadniczo nie lubiłem szkoły, a tym bardziej odrabiania lekcji w domu. Tak więc gdy, nie było już nikogo by bawić się na dworze całą resztę czasu spędzałem w na oglądaniu telewizji.
Większość programów była raczej ogłupiająca i nie przyciągała mojej uwagi, zacząłem interesować się filmami. Przez parę lat oglądałem przynajmniej jeden nowy film dziennie. Poznawałem gatunki i okresy w kinematografii, potem na historii przy omawianiu XX wieku, czułem się dość swobodnie, czy przez kino historyczne opowiadające o tamtych czasach, czy przez filmy przedstawiające ducha epoki w których były tworzone zawsze miałem jakieś pojęcie o czym mówił nauczyciel. Przez liczne ekranizacje lektur szkolnych miałem również łatwiej na lekcjach polskiego. Może to śmieszne, ale podstawy wiedz o relacjach między płciowych również czerpałem z tego źródła. Wiem że telewizja kłamie, ale telewizja mnie nie złamie, wystarczy wiedzieć co oglądać, a co omijać szerokim łukiem.