Opowiem nie swoją przygodę. Ale świetnie nadaje się do tego działu.
Jak pamiętacie za PRLu nie sprzedawano alkoholu do godziny 13tej. Mojej koleżance udało się zdobyć wódkę w biały dzień. Nie pamiętam jaka była okazja i czemu się jej tak spieszyło. Ważne, że była taka możliwość.
Ze swym trofeum wracała dumnie do domu. Jechała autobusem ze swoim synkiem. Przemierzali miasto w powolnym tempie i potwornym tłoku. Synek był na etapie „a dlaczego?” i wciąż zadręczał ja absurdalnymi pytaniami. Pasażerowie bacznie się przysłuchiwali tym dyskusjom. Dzieciak zabawiał oczywiście otoczenie. Nagle spytał się mamy „ A po co ci ta wódka skoro tatuś pędzi bimber w piwnicy?”. Mamuśka strasznie poczerwieniała, bo oczywistym jest, że bimbrownictwo było wtedy surowo zakazane. Szybko wysiadła z autobusu i zdecydowała wrócić do domu piechotą.