Do dziś pamiętam wiele scen, wiele postaci i sytuacji. Ale przede wszystkim pamiętam atmosferę, absolutną baśniowość podaną w bardzo nowoczesnej, jak na tamte czasy - formie.
To kolejny dowód, że aby robić bajki, baśnie, świat nierealny, ważniejsza jest fantazja, niż efekty specjalne. Postacie w stylu Rumburaka, Blekoty, gadżety w stylu "płaszcza", "dzwoneczka" i "pierścienia Arabeli", pobudzały wyobraźnię dziecka, i szczególnie kontrastowały z otaczającą, szarą rzeczywistością, w której groszki czekoladopodobne "Orlando" dostać można było wyłącznie na kartki.
To był piękny, ciepły, mimo pewnej dramaturgii, spokojnie opowiedziany świat.