Każdy pamięta coś sprzed swojego czasu, sprzed życia. Pamięć sięga głębiej niż sobie z tego zdajemy sprawę, więc to co mamy to jedynie strzępki nas samych.
Nie wiem co ono oznacza i skąd właściwie się wzięło. Nie wiem jak trafiło do mojej głowy, może jest po prostu kolejnym chorym snem, a może ostatnim ułamkiem poprzedniego życia. Pewnie nigdy się nie dowiem. Zanim pojawiły się te wszystkie wspomnienia o babci i mamie, pojawiło się ono. Zupełnie bez logiki, ale jest.
Barokowy, właściwie rokokowy pokój, jasne meble ze złoceniami, lśniący żyrandol, bogate, kipiące ozdobami i luksusem wnętrze. Na żyrandolu wisi sznur, na sznurze kołysze się młoda kobieta ubrana w jasną obszerną suknię, bogato wyszywaną srebrną nitką. Ręce ma zwieszone wzdłuż tułowia, głowa zwisa bezwładnie, na szyi już widnieją zaczerwienienia od szorstkiego sznura. Kobieta ma brązowe włosy spięte z tyłu, kosmyk wymknął się z kunsztownej fryzury i opada równolegle do ciała. Obok niej stoi mężczyzna w kucyku, równie strojnie ubrany, przygląda się jej wstrząśnięty, zdruzgotany.
Pierwsze wspomnienie? Może kadr z jakiegoś filmu. Może zawsze miałam zdolność do dramatyzowania.