Czemu ludzie narzekają na blokowiska? Ja spędziłam tam kilkanaście pięknych lat swojego życia. Tam, mając 5 lat, w piaskownicy poznałam swoją przyjaciółkę, która pożyczyła mi łopatkę do wykopania mało istotnego dołu,
jednakże jak ważnego dla pięciolatki. To tam miały swój początek pierwsze przyjaźnie, miłostki oraz znajomości. Nie zapomnę kolegów, którym brakowało zawodnika do gry w „nogę”, zawsze wołali pod moim oknem „Chuda kończ ten obiad i złaź grać z nami”. Gra w „palanta” (któż z nas jej nie zna?) wywoływała wiele emocji już przy wybieraniu zawodników, a gdy pojawiał się ktoś nowy chętnie był przyjmowany lecz początkowo sprawdzane były jego umiejętności. A pikniki na kawałku zielonej trawy pod oknami naszych mieszkań i oczywiście pod czułym okiem naszych rodziców zawsze zaczynały się miłą zabawą w dom, niestety kończyły się piekielnymi kłótniami o porwane ubranko lalki lub zniszczony przez pieska kocyk. Chociaż kłótnie były głośne i bardzo efektowne to nie trwały długo. Ach jeszcze jeden obrazek staje mi przed oczami jak myślę o tych latach spędzonych w bloku. Gdy zaczynała się pora deszczowa i nie pozwała ona na zabawy na świeżym powietrzu, wszystkie dzieci z naszej klatki schodziły się do mnie na czwarte piętro. Gdzie na klatce rozłożony był duży dywan i na tym dywanie oto kwiat młodzieży siedział i nieraz grał w karty, chińczyka, monopoly i różne inne dziwne gry jakie zdołało się wynieść z mieszkania lub dobrze rozwinięta wyobraźnia zdołała nam podsunąć.
Dzisiaj wychodząc przed swój dom brakuje mi tych czasów spędzonych na podwórku przed blokiem lub na klatce ze znajomymi, tych kłótni nie mających większego znaczenia i tych zabaw, czasami bezsensownych dla naszych rodziców, przy których było tyle samo radości, co płaczu gdy ktoś z nas został kontuzjowany. Gdy ktoś mi mówi, że życie w bloku jest straszne i anonimowe nie jestem wstanie w to uwierzyć. Przecież ja znałam wszystkich sąsiadów ze „swojego” bloku a życie w nim było sielanką. Tylko czy to nie tak powinny wyglądać wspomnienia z dzieciństwa?