wspomnienie: Ruciane Nida
Cały klimat tego miejsca zamyka się w małej przystani, rankiem i wieczorami wypełnionej jachtami, kilku knajpach serwującej świeże ryby i inne mazurskie przysmaki i otaczającymi ze wszech stron jeziorami. Zawsze zadziwia mnie jak wielu turystów dociera właśnie tu zapychając kolejne knajpki. I oczywiście każdy tu przebywający wybiera się na rejs po pobliskim jeziorze.
Najbardziej lubię moment gdy z przystani wypływa się na jezioro. Siedząc na dziobie czuje się muskający chłodny wiatr, który trochę łagodzi lejący się z nieba żar. Oczywiście na jeziorze nigdy nie jest się w pojedynkę, a te białe żagle dalej czy bliżej nadają uroku połyskującej wodzie i zalesionym brzegom. Cudnym zjawiskiem są też czarne kormorany, które w tych okolicach łatwo można dostrzec. Zachwycające jest zjawisko, gdy przestraszone zbliżającą się łodzią zrywają się całym stadem z tafli wody.
I choć jako mała dziewczynka nudziłam się na tych rejsach, dziś będąc w okolicy często korzystam z takiej formy relaksu, opalając się na dziobie rozkołysanej łajby.