Umówiliśmy się na całonocne czekanie przy piwku, ale okazało się, że czekamy na jedną z najsmutniejszych nocek dla polskiego boksu.
Mike, wiedział doskonale, że Gołota wolno się rozkręca i ma nieodporną psychikę i wykorzystał to pierwszorzędnie. Wstyd, jaki wylądował - wraz z frytami i kolą na klacie Gołoty -jest wstydem nie do zmycia. Nie pamiętam, aby w walkach o takim prestiżu jeden pięściarz uciekał przed drugim z ringu.
Wiem, ze po latach federacja uznała walkę za nieodbytą, ze względu na to że Tyson był na silnych prochach i być może Andrew walczył nie tylko z Mikiem, ze sobą samym, ale też z bestia obudzoną przez prochy w Tysonie...ale to wszystko już nie ma znaczenia... cokolwiek by później Gołota nie zdziałał.