Niewątpliwie setki tu zabytków, atrakcji, których czasami brakuje w przewodnikach a odkrywając je czujemy chyba to samo co Krzysztof Kolumb... Chciałem przedstawić historie jaka przydarzyła się w Pradze.
Czeską stolicę zwykłem odwiedzać właściwie w przelocie kierując się nad Adriatyk. Dwa-trzy dni na zobaczenie kolejnych ciekawych miejsc Pragi i już byliśmy w drodze. Pierwszą wizytę zapamiętam nie tylko dlatego, że była pierwsza...
Długie popołudnie zdawało się nie mieć końca od zwiedzania i spacerowania jeszcze tylko Zegar astronomiczny i wreszcie usiądziemy na jakiś obiadek. Wszystko fajnie, pięknie nacieszyliśmy oczy prastarym wynalazkiem i podążając za głosem echa rozbrzmiewającego w naszych brzuchach wypatrywaliśmy przystanku na jedzenie. Nudne(przepraszam mamo) jak do tej pory popołudnie przerwała syrena jednego z zastępów straży pożarnej pędzącego na plac Starego Miasta. Okazało się, że jedna z budek hotdogowych doznała awarii i stanęła w płomieniach. Dzielni strażacy zabezpieczyli teren i przystąpili do akcji gaszenia... Wystrzał z gaśnic przypominał mniej więcej odpalanie 30letniego malucha, na smrodzie i chęciach się skończyło. Nie zrażeni nadal palącą się konstrukcją wezwali następny zastęp straży. Następni śmiałkowie doznali jednak takiego samego rozczarowania jak poprzednia ekipa...Pomyślałem sobie: u nas w szkole może nie działać gaśnica ale w pożarnej? Całe przedstawienie przerwał jakiś śmiałe(właściciel pobliskiego straganu)i jego zaczarowane wiaderko pełne...wody, wody z pobliskiej fontanny. Facet otrzymał takie standing ovation, że Doda by się nie powstydziła... a właśnie, a propos wstydu, oba oddziały straży pożarnej, kolorystycznie pasujące do lakieru sikawkowozów zabezpieczyły zgliszcza i przepadły gdzieś niezauważone...
Zostać bohaterem choćby jednego dnia. Dla mnie pierwsza wizyta w Pradze na zawsze pozostanie w pamięci.