wspomnienie: Karpacz majówkowy '08
Co można zrobić z długim weekendem majowym(czwartek-niedziela)? Wiele rzeczy, ale na pewno nie zmarnować go na przesiedzenie w domu dajmy na to na porządkowanie piwnicy albo renowacje balkonu… z resztą student tak zabieganą osobą jest, że na tak nudne i nie przynoszące wymiernych korzyści czynności nie ma czasu. Pada ogólny pomysł wyjazdu gdzieś, drugie pytanie: północ czy południe i choć temperatura morza nie różni się zbytnio od tej wakacyjnej to jednak kierunek jest zupełnie odwrotny. Góry, a żeby nie zabierać sobie czasu to te najbliższe góry wchodzą w grę. Nocny pociąg jadący z Gdyni w Poznaniu jest już w 105% pełny a tu jeszcze nasza 15 osobowa ekipa i pozostała reszta we Wrocławiu. Całe szczęście z odciskiem klamki drzwi pociągowych wysypujemy się w Karpaczu a tu już dowolność interpretacji słowa RELAX jest baaaardzo dowolna. Znacznie ambitni robią to co powinno się robić w górach czyli włazić na nie, ci mniej zapaleni znajdują sobie inne okoliczne atrakcje(Miasteczko Westernowe, saneczki, Kościół Wang), student ze wspomnianej wcześniej części definicji raczej na takie ganianie nie ma czasu. Jedyna trasa jaką przemierzaliśmy to ta do biedronki, a ta nie była blisko… Może to smutne, że student cały wolny czas jak nie imprezuje to się bawi, ale to tak naprawdę utwierdza mnie w tym przekonaniu, że pomimo zmiany otoczenia, wyrwania się z problemów codzienności to bez względu gdzie się udamy chodzi o to samo – dobrą zabawę. Jestem w stanie założyć się, że spędzenie tych kilku dni nad morze było by równie przednie.
Mój dziadek zwykł mawiać, że o smaku wódki nie decyduje jej stopień zmrożenia, zmysł smaku, czy nawet otoczenie… najważniejsi są ludzie.
…coś w tym jest, ponieważ ta była najsmaczniejsza.