wspomnienie: kawałek trawy pod blokiem
Gdy słyszę za oknem „maaaamoooo!!”, to za każdym razem przypomina mi się jak, jako małą dziewczynka, całe dnie spędzałam na podwórku i w taki właśnie sposób komunikując się z domem,prosiłam o coś do picia czy kolejną niezbędną zabawkę.
Jak tęskno do czasów, kiedy na trzepaku uwieszałam się zaraz po śniadaniu. Umiałam fikołki chyba każdego typu i na każdej wysokości. Jedynym problemem były osy, które niemiłosiernie mnie żądliły! Przed obiadem mama wyganiała mnie z piaskownicy, a przed wieczorynką trzeba było przerwać grę w chowanego. Zimą, odkąd w wieku 6 lat stanęłam na łyżwy, prawie każde popołudnie spędzałam na lodowisku, a czasem dla odmiany na górce pod blokiem, co jakiś czas grzejąc sobie dłonie na kaloryferze na klatce.
Jak to jest, że jako dzieciaki, nigdy nie narzekaliśmy na upał w lipcu czy mróz w zimę. Chyba te nasze wszystkie dziecięce sprawy były na tyle ważne, że nie zauważaliśmy niedogodności pogodowych!