Idąc na koncert (bilety dostałem gratis od znajomej) kompletnie nie przypuszczałem co mnie czeka. Znając filmografię Micheala Kamena spodziewałem się co bardziej popularnych kawałków z hollywódzkich hiciorów.
Koncert odbywał się w małej sali Teatru Polskiego w Poznaniu. Kamen, niebywale sympatyczny i otwarty człowiek, przypomniał na wstępie o swoim pochodzeniu (jego rodzina pochodziła z okolic Lwowa). Pojawiały się i zarówno "topowe" ("Robin Hood", Don Juan de Marco"), jak i mniej znane kawałki. Atmosfera koncertu była wspaniała, a to głównie dzięki osobowości dyrygenta.
W pewnym momencie Michael Kamen powiedział, że ma dla nas niespodziankę i że do poznania nie przyjechał sam, tylko z przyjacielem, który wykona dla nas jedna piosenkę.Ku naszemu osłupieniu, na scenę wkroczył Brian Ferry, by zaśpiewać Sonet Szekspira do muzyki Kamena ...szaleństwo.
Dziś już nie ma z nami Michaela Kamena, wielkiego muzyka i ciepłego człowieka, który rozumiał muzykę, jak całość, nie dzieląc jej nazbyt wyraźnie na gatunki, tradycje...czego najlepszym przykładem jest S&M wydana z Metallicą.