wspomnienie: Mazurska Włóczęga

Ocena 0 / 0 głosów
Z sentymentem wspominam swoje pierwsze wakacje na własną rękę. Na naszą pierwszą samodzielną podróż wybraliśmy się na Mazury.
Skończyły się czasy męczących kolonii z apelami o 7 rano; obozów, kiedy musiałem robić coś wtedy, gdy naprawdę nie miałem kompletnie ochoty; czy też rodzinnych wakacji przy stole uginającym się od mięs z grilla i wódeczki wujaszka. Miałem 15 lat i świat stanął dla mnie otworem. Kupiliśmy wielki namiot, wszelkie potrzebne ustrojstwa i udaliśmy się na mazurskie pole namiotowe. Z początku pożałowaliśmy tego szybko, gdyż jak to zwykle bywa, pogoda okazała się fatalna. Już dziś wiem, że to tak zwana „klątwa wolnych dni”.
Przeczekaliśmy kryzys grając w karty i ratując nasz namiot przed odpłynięciem. Ta dramatyczna sytuacja była dla nas prawdziwą frajdą. Potem nadeszły dni wspólnych ognisk, przy akompaniamencie gitary i nocne dyskusje na molo. Prawdziwe wakacje. Niestety po jakimś czasie to sielskie wegetowanie doprowadziło nas do chronicznej nudy. Ruszyliśmy więc na podbój świata...tzn. okolicznych obszarów. Przy wielkiej uprzejmości kierowców, którzy brali nas na stopa, trafiliśmy w wiele świetnych miejsc. Gorzej było z noclegami. W Mikołajkach najęliśmy się do pilnowania knajpy w nocy. Spaliśmy na przemian na drewnianych stołach. W Giżycku pozostało nam szukanie wolnych krzaków. Natomiast w jednym z miasteczek (nie pamiętam nazwy) wbiliśmy się w nocy na jedną z łódek zacumowanych w porcie. Wtedy odkryłem, że mam chorobę morską 
Mimo, że przeżyłem jeszcze wiele przygód w swym krótkim życiu, to te pierwsze prawdziwe wakacje zawsze będę wspominał w pamięci.
krakers
dołączył: 2009-08-06 11:37:50

  • 0 znajomych

  • 11 wspomnień

Wyślij wiadomość
Dodaj do znajomych

Komentarze

By móc skomentować, musisz posiadać konto. Zarejestruj się!