Byłem na wsi, byłem w mieście, byłem nawet w Budapeszcie...i to na rowerze!
Na jedną ze swych podróży udaliśmy się z dziewczyną do Budapesztu. Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu. Jako ludzie pracujący przysługiwał nam krótki urlop. Więc żeby zwiedzać miasto w szybszym tępie oraz urozmaicić sobie drogę wybraliśmy się...na rowerach!!!
Jednak by mierzyć siły na zamiary uprościliśmy nieco sprawę. Udaliśmy się na Słowację pociągiem. Studiując porządnie mapę odkryliśmy, że droga ze słowackich tatr do naszego celu prowadzi w dół Także zjeżdżając w dół z gór nie poczuliśmy Nawe zmęczenia!!!
Sam Budapeszt okazał się prawdziwą perłą. Nie będę wdawał się w szczegóły i opisywał zabytki. Powiem tylko, że miasto zachował w całości swój środkowoeuropejski charakter. Nie uległ w końcu zniszczeniom podczas II wojny światowej. Moja dziewczyna na każdym kroku zatrzymywała się i robiła zdjęcia uliczkom, fasadom domów, kościołom, i urzędom. Przede wszystkim polecam widok na parlament z drugiego brzegu Dunaju. Monumentalne. A propos rzeki. Druga największa europejska rzeka zrobiła na mnie równie niesamowite wrażenie co samo miasto. Przechodząc (a raczej przejeżdżając) przez najpiękniejszy most łańcuchowy lanchid, poczułem ogrom tej rzeki i setki lat historii.
Samo zwiedzanie na rowerach okazało się trafem w 10! Szybko przemierzaliśmy ulice, zaoszczędzając przy tym na komunikacji miejskiej Polecam!